Co mnie cieszy, a co denerwuje

     Ostatnio zrobiłem przegląd gier, w które chciałbym zagrać, a które to mnie ominęły. A stało się tak, dlatego że przez ostatnich około 10 lat miałem przerwę od grania. I okazało się, że na przestrzeni lat, poczynając od gier na NES’a aż do Wii U, to najwięcej interesujących mnie pozycji jest z okresu Nintendo 64, Gamecube i PS2. Może to sentyment do starych gier, w które nie dane mi było zagrać, a jedynie czytać  recenzje, ale zupełnie nie ciągnie mnie do next genowych gier z hiper super grafiką… mam wrażenie, że te nowe gry są zupełnie nieciekawe.
     Czytam ostatnio sporo serwisów o grach na konsole. Na wstępie chciałbym zaznaczyć że pochodzę z przeszłości, trochę z innej epoki konsol, gier i w ogóle. Wychowałem się na konsolach Nintendo 64, później było trochę PC, ale to praktycznie nic i dalej już długo, długo nic. Aż do dnia dzisiejszego. Czytam, więc o tym że save’u nie można wykonać w dowolnym momencie gry, że gry są za trudne itp. Sorry, ale ja własnie pamiętam, że kiedyś to była norma. Gry były wymagające i trochę trzeba było się przy nich napocić. Ale ileż dawały wtedy radości.
     Poza tym czytam jak to na forach jedni fani gier opluwają drugich, bo ich gra ma brzydszą grafikę, czy mniejszą rozdzielczość tekstur. Dla mnie to nie problem. Gra jest dobra bez względu na jakość grafiki. Liczy się wykonanie. Wspaniale gra mi się w rozmytych teksturkach w Banjo Kazooie oraz w żylecie w Wind Waker itp. Argumenty o tym, że Wii U jest słabe, bo ma kiepską moc i gorszą grafikę? Who cares!? Jest pastelowo, miło dla oka i ładnie, a że gdzieś tam są kanty czy rozmycia…o ludzie! Gry nie mają być wiernym odtworzeniem świata realnego. Nawet nie chciałbym, aby były. Mają być odskocznią, czymś zupełne innym co pozwoli oderwać się i pobawić. Mogę z przyjemnością grać w starocie z Nintendo 64, NES’a, SNES’a, GBA, Gamecube, PS2 czy Wii U. Liczy się wykonanie, a nie grafika. Są gry ze starych generacji, które pomimo gorszej rozdzielczości wyglądają ładniej niż te z nowszych…nie wspominając już o tym, że często przyjemniej się w nie gra.
     Czytam o tym jak często ludzie narzekają na mała liczbę gier. Ale ja się pytam: jeżeli masz ze 20 gier typu „must to have” to kiedy znaleźć czas na ich przejście? To przecież około 2 lat grania przez miesiąc w każdą. Nie wiem jak te osoby co tak narzekają, ale ja nie mam tyle czasu. Często w weekend też trudno w coś zagrać. Raczej mam tak, że siadam na 5-6 godzin i później znowu nic przez kilka dni, a raczej do kolejnego weekendu… kiedy więc grać wszystkie te tytuły? A są przecież też gry z wcześniejszych konsol, które są naprawdę warte uwagi. Tak naprawdę patrząc jak dawny szeroki wachlarz gatunków gier wydawany był na konsole, a teraz zawężony do tych najpopularniejszych, gdzie wszelkie platformówki, przygodówki czy inne stare gatunki gier są na wymarciu. To cieszę się, że zbieram oryginalne gry z dawnych lat i zawsze mogę do nich wrócić, a nie być skazanym na to co starają mi się dzisiaj wcisnąć firmy. Przecież to dziwne, ale już prawie nie ma takich gier jak RTS, platformówki 2D, horrory w stylu starych RE, bijatyki, nie wspominając o bardziej oryginalnych tytułach jak Wormsy, Glover czy Heroes of Might and Magic…
Na koniec, z racji tego że trochę mi się mało czasu na rozrywkę zrobiło, to i moje wpisy będą raczej rzadziej niż częściej….
@ Valoo Smok

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s