Star Wars: Shadow of the Empire

Na konsolę Nintendo 64 powstało kilka dobrych gier z uniwersum Gwiezdnych Wojen. Oprócz świetnej strzelanki powietrznej Rogue Squadron czy wyścigów Episode I Racer, możemy zagrać też w grę przygodową Shadow of the Empire. Ta też spośród wyżej wymienionych najwcześniej miała swoją premierę na Nintendo 64. Pierwszy raz miałem okazję zagrać jeszcze w 1998 roku, gdy grę udało mi się wypożyczyć ze sklepu. Przeszedłem ją kilka razy. Teraz wracając do niej cieszy oko i przywołuje miłe wspomnienia. I nawet po tylu latach daje sporo przyjemności. Coś takiego ma w sobie ta gra, że nie pozwala się od siebie oderwać.

 Shadow of the Empire jest typową przygodówką z elementami zręcznościowymi, strzelania czy też latania i walki w kosmosie. Czyli wszystkiego po trochu. Historia przedstawiona w grze nie dotyczy jednak bezpośrednio żadnego głównego wątku znanego z filmu, ale przeplata się z nimi tworząc swoją odrębną fabułę. Sama nazwa wskazuje, że będziemy przemykać się w cieniu wydarzeń z filmu. I tak jest w istocie, bo historia opowiada o najemniku Dash Rendar, który pomaga rebeliantom w walce. Rozpoczynając grę jesteśmy rzuceni w wir akcji, a mianowicie w sam środek bitwy na planecie lodowej Hoth. Na początek musimy zdobyć maszynę do latania, a w kolejnej misji wyruszamy bronić bazy rebeliantów. Zasiadając za sterami maszyn latających, nie tylko strzelamy, ale i też oplatamy linę wokół nóg wielkich maszyn kroczących. Poza misjami gdzie poruszamy się na własnych nogach, całą rozgrywkę urozmaicają nam misje wyjęte prosto z bitwy na planecie lodowej, wyścigi na skuterach czy też bitwy w kosmosie. Ale i tak moim zdanie najlepsza jest ostatnia misja gdzie detonujemy wielki statek w kosmosie. Poza tym fani Gwiezdnych Wojen  będą też zadowoleni z pojedynku z Boba Fet.

Największym mankamentem jest sterowanie postacią, które wydaje się toporne i z początku dosyć trudne. I mimo, że można się przyzwyczaić  po kilku godzinach to i tak jest mało wygodne. Zdecydowanie lepiej i przyjemniej wypada sterowanie maszynami latającymi. Strzelanie do wrogów zostało na szczęście uproszczone. Celowanie jest automatyczne, a my musimy tylko skierować naszego bohatera w stronę wroga. Widok z którego obserwujemy całą akcję można zmieniać na pierwszą lub trzecią osobę. A także z kamery ustawionej statycznie, co wygląda najbardziej filmowo, ale i jest zupełnie niepraktyczne. W trakcie przygody, razem z Dash Rendar’em przemierzamy naprawdę rozległe tereny, wielkie imperialne konstrukcje, czy wysokie jaskinie, które to zostały tak zaprojektowane, że czuje się ich duże rozmiary, a nasza postać ginie gdzieś u ich stóp. Trzeba zaznaczyć, że gra jest stosunkowo trudna i często zdarzało mi się, że gdzieś spadłem przez nieuwagę lub ginąłem.
Muzyka jest prosto jak z Gwiezdnych Wojen. Usłyszeć można znane motywy. Poza tym odgłosy trzeszczącego metalu czy laserów są dobrze znane i mocno podkreślone. Nadaje to konkretnego wyrazu i sprawia wrażenie, że naprawdę jesteśmy w świecie Gwiezdnych Wojen.

Podsumowując to dużą zaletą są różnorodne misje, ciekawe i zróżnicowane lokacje oraz liczne nawiązania do głównych wątków znanych z filmu. I mimo, że gra jest trudna to można zaliczyć ją do jednych z lepszych gier o  Gwiezdnych Wojnach na Nintendo 64.
@ Valoo

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s