Super Mario Sunshine (Gamecube)

Każda konsola wielkiego N otrzymała swojego Super Mario. Tak też i było w przypadku GameCube, który otrzymał Super Mario Sunshine.

Konsola: Gamecube
Data wydania ( Europa ): 4 października 2002
Producenta: Nintendo
Wydawca: Nintendo
Sprzedaż: 5 mln – trzecia najlepiej sprzedająca się gra na Gamecube

Poniżej zdjęcia egzemplarza z mojej kolekcji. Płyta jest w dobrym stanie. W pudełku znajduje się ponadto obszerna książeczka. Razem z grą nabyłem poradnik (w języku angielskim) z opisem przejścia całej gry i jej sekretów.

Jest to druga gra z wąsatym hydraulikiem w pełnym 3D (nie licząc Paper Mario) będąca luźną kontynuacją Super Mario 64. Historia jest jednak trochę odmienna, bo tym razem nasz bohater wybiera się z całą ekipą na wakacje. Po wylądowaniu na Delfino Place, okazuje się, że ktoś  zabrudził całą okolicę, a na dodatek wszelkie podejrzenia padły na naszego bohatera. Mario szybko więc zaopatruje się w spryskiwacz z wodą (Flood) będący niczym armatka wodna noszona na plecach. Dzięki nowemu ekwipunkowi Mario może zmywać brudne plamy ze ścian, umyć umorusanych mieszkańców wyspy oraz atakować brudne stworki. Dzięki Flood’owi uzyskujemy możliwość nowych ruchów i akrobacji. Teraz Mario niczym na jet-packu będzie podlatywał w powietrze, strumieniem wody atakował, ślizgał się na wodzie czy wystrzeliwał jak rakieta lub śmigał po wodzie jak na skuterze. Świetnie się sprawdza i nadaje grze więcej dynamiki. Fizyka jest bardzo intuicyjna i przez to przyjazna dla gracza, Mario z łatwością skacze, odbija się od ścian i chodzi po linie. Nie miałem problemu z wyczuciem poruszania się postacią. Zaś kamerą sterujemy przy użyciu żółtego grzybka na gamepadzie. Czasami wpada gdzie nie trzeba, ale nawet wtedy ściany stają się przeźroczyste i wszystko widać.

 

Gra utrzymana w stylistyce czysto wakacyjnej. Plaża, słońce i woda. I właśnie woda jest głównym tematem przewodnim, nic więc dziwnego, że jej odwzorowaniu poświęcono wiele pracy. Wygląda po prostu przepięknie. Ponadto plamy glutów, które zmywamy strumieniami wody, prezentuje się to bardzo atrakcyjnie. Pięknie wyglądają plamy wody, aż kojarzy się z grą Splatoon (czyżby to były przymiarki?). Szkoda tylko, że samo pływanie, które w Super Mario 64 było bardzo udane, tutaj okaleczono, a Mario nurkuje i z trudem się porusza pod wodą. Może to Flood go tak obciąża, ale aż szkoda, że w grze, gdzie głównym motywem jest woda bohater tak kiepsko pływa. A w zasadzie nasze pływanie ogranicza się do zanurkowania i wynurzenia. A wynurzać się trzeba szybko o czym informują nas znikające kreski życia. Ponadto ten denerwujący odgłos jakby woda miała zabić naszego bohatera. I to była taka najważniejsza różnica. Pozostała mechanika rozgrywki w zasadzie pozostaje niezmieniona. Odwiedzamy kolejnej światy, do których wchodzimy przez kolorowe plamy. Bardzo ładny efekt rozbicia na cząsteczki zastosowano. Każdy świat który odwiedzamy ma 8 gwiazdek do zebrania. Każda z gwiazdek to trochę inaczej wyglądająca mapa. Nie ma mowy o nudzie. Zadań do wykonania jest sporo. Mnóstwo poukrywanych sekretów, monet i gwiazdek. Znów przyjdzie nam skakać, odbijać się od ścian, wspinać się po kratach, walczyć ze stworkami, zbierać pieniążki, gwiazdki itp. Dodatkowo zmierzymy się w każdej z plansz z mini bossami. Walki z nimi jednak nabrały na rozmachu i są dość widowiskowe. Jedną z takich, które bardziej zapadły mi w pamięci jest walka z mechanicznym Bowserem, gdzie śmigając w wagoniku kolejki górskiej strzelamy do ziejącego ogniem smoka. Zaś całość kręci się jak w rollercoasterze. Poziom trudności jest wyważony, ale momentami sięga jednak przesadnie wysoko. Ponadto w każdym ze światów jedna z gwiazdek polega na przejściu przez zawieszony w przestrzeni tor przeszkód z obracającymi się klockami. Przypomina to trochę poziomy przed walką z Bowserem w Super Mario 64, ale najbliżej im do tego co zaprezentowano w Super Mario Galaxy. Niestety są one często wyjątkowo trudne i wymagają dziesiątek ponownych prób.

W trakcie naszej przygody spotkamy na swojej drodze Yoshiego. To na co wszyscy liczyli w poprzedniej częźci na Nintendo 64, będzie nam dane teraz, czyli wskoczenie na grzbiet Yoshiego i pokierowanie nim. Tak samo jak w Super Mario World z SNES’a tak i tutaj Yoshi atakuje językiem, połyka i podlatuje w powietrzu machając nóżkami. W grze jest kilka zadań przeznaczonych głównie dla Yoshiego i bez jego pomocy nie uda nam się zdobyć gwiazdki. Jest to na pewno miłe urozmaicenie. Nadal jednak Luigi pozostaje w cieniu jako niegrywalna postać. Chyba tylko w Super Mario 64 DS mamy możliwość pokierowania każdym z bohaterów… Innym ciekawym pomysłem są podziemne tunele przez które wchodzimy jak do kanalizacji. Wtedy muzyka zmienia się na tą znaną z kanałów w Super Mario na NES. Te podziemne przejścia tworzą czasami istny labirynt, ale także po zapoznaniu się z ich przebiegiem, bardzo wygodne skóry dzięki którym szybko możemy przemieszczać się po planszy. Ogólnie muzyka jest przyjemna i nienachalna.

Trochę brakuje tej typowej dla świata muchomorków stylistyki. Nie tego się spodziewałem. Nie wygląda jak klasyczny Mario. Koncepcja ta odbiega od Super Mario 64, a po kolejnej części spodziewałem się raczej rozszerzenia pomysłów z Nintendo 64, a nie eksperymentowania. Poza tym chciałoby się zobaczyć inne światy a nie słońce i plaza na okrągło. pomijając te moje malkontenckie smęcenie to jest to świetna gra z wąsatym hydraulikiem. Podsumowując, na Gamecube oczekiwałem  czystej kontynuacji przygód z Nintendo 64. I nie miałbym nic przeciwko takiej odmiennej wersji Super Mario, jak to ma miejsce np dla Paper Mario, gdyby twórcy z Nintendo zdecydowali się na klasycznego Super Mario 128…

 

Z uwagi na kilka wad i pewnych niedociągnięć (w mojej opinii) Mario na Gamecube plasuje się jednak kilka pozycji za Super Mario 64. I pomimo pięknej grafiki, rozbudowanych światów, nowych ciekawych pomysłów, to jednak pozostaje taki niedosyt…. dalej mam apetyt na klasyczne przygody Mario w świecie muchomorków, a nie jakiś dziwnych glutowatych potworków. Owszem jako odgałęzienie od głównego kanonu, proszę bardzo, ale chyba każdy liczył na prawdziwe Super Mario 128…

@ Valoo

2 comments

  1. Mi odpowiadał ten wakacyjny klimat, możliwe że miało tu wpływ granie w wakacje właśnie. GameCube mi się mocno kojarzy z wakacjami jak widać bo w inne wakacje zagrywałem się też w rewelacyjnego Wave Race Blue Storm i trochę widać powiazania \”stylistyczne\”. Po katowaniu Super Mario Galaxy 2 te dodatkowe plansze w Sunshine nie były już aż takim wyzwaniem 😉

  2. Chyba autorzy gier w Nintendo też czuli wakacyjne klimaty bo tych gier w tym klimacie jest kilka jak wymieniony Wave Race, Sunshine oraz The Wind Waker w ciepłej wodno nadmorskiej stylistyce ;)Co do Sunshine, to chyba moje palce nie są zbyt wyćwiczone bo niektórych gwiazdek nie zdobyłem do dzisiaj :/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s