The Legend of Zelda: A Link to the Past (Virtual Console Wii U)

Święta jeszcze przed nami, więc na ten wspaniały okres w roku każdy z nas czeka. Mimo, że jest z tym związane dużo przygotowań, to na pewno można też naleźć czas na chwilę zastanowienia się. Bardzo lubię te dni. Ale pomimo przygotowań do Świąt, to znajduję też czas na swoje hobby i wracam do pisania na blogu po krótkiej przerwie. Cieszę się bardzo z tego, bo miałem trochę obaw czy uda mi się do tego zmobilizować. Jednak pisanie o swoim hobby jest równie satysfakcjonujące co samo granie. Szczęśliwie przeprowadzka udała się, wszystkie tobołki w całości zmieniły swoje miejsce i teraz zadomowiły się pod nowym adresem.

Korzystając z okazji, pozwolę sobie nakreślić plan moich dalszych działań. Albowiem w najbliższych wpisach będę koncentrował się na przedstawianiu swojej kolekcji, która swoim zakresem sięga już do Wii U włącznie. Tak jak już wcześniej zapewne pisałem, poza konsolą Nintendo 64 obecnie posiadam w wersji pudełkowej PS2,  Dreamcast, Gamecube, Wii i Wii U. Trochę tego już mi się zebrało, ale cały czas przymierzam się do kupna New 2DS XL oraz PS4 Jednak z konsolą Sony czekam na obniżkę cen, gdy w sprzedaży będzie PS5. Gdzieś tam kiedyś chciałbym kupić X Boxa dla składanki Rare Replay. Ale cały czas są to bardziej odległe plany… A co ze Switch’em? Dla mnie jest kilka gier dla których zdecyduję się na ten sprzęt. Ale nie śpieszy mi się i poczekam, a może wydadzą wersję New Switch XL, to bym takową kupił. To wszystko plany, ale wróćmy do dnia dzisiejszego.

W czasie gdy przeprowadzka trwała w najlepsze, a ja żyłem trochę na walizkach, nie mogłem sobie odmówić kilku chwil z konsolą. Ale jak to zrobić gdy jeszcze nie ma gdzie podłączyć TV? …. na szczęście z pomocą przychodzi kupione już chyba ponad rok temu Wii U. Na tym sprzęcie sporo grałem i wiele tytułów dzięki niemu poznałem. A teraz skorzystam z jego wielkiego dobrodziejstwa jakim jest możliwość grania na padlecie. Do tej pory wiele razy korzystałem z tej funkcji, ale też lubiłem pograć na dużym ekranie.

moje_nintendo_pl_wii_u1

Korzystając z okazji, że tylko na tym sprzęcie przez jakiś czas będzie mi dane się bawić, zakupiłem w Virtual Console jedną z lepszych części The Legend of Zelda w wersji 2D, czyli The Legend of Zelda: A Link to the Past, które swoją premierę miało w 1992 roku na konsoli SNES.

Zawsze uważam, że odbiór danej gry z którą ma się styczność zależy od indywidualnych doświadczeń i innych gier w które do tej pory się grało. Moja przygoda z serią gier z pod znaku Zeldy zaczęła się od części trzeciej, czyli Ocarina of Time. Tak, więc A Link to the Past jest istną podrożą w przeszłość dzięki której mogłem zrozumienia co leży u podłoża fenomenu tej serii. Także wracając do wcześniejszych części widać jak wiele pomysłów ze SNES’a rozwinięto w wersji na Nintendo 64. Tak więc czas wyruszyć ku przygodzie, a na dodatek przygodzie dwuwymiarowej. Pięknej i kolorowej, w najlepszym wydaniu z ery przed 5 generacją konsol. The Legend of Zelda: A Link to the Past ukazał się bowiem na SNES’a gdzie gry prezentują znacznie przyjemniejszy dla oka obraz aniżeli te wydawane na NES’a czy wcześniejszych (nie znanych mi) konsolach. Także tytuł ten doczekał się reedycji na GBA gdzie dołączono multiplayerowy spin off o nazwie Four Sword.

W grze A Link to the Past akcja prowadzi nas stopniowo przez fabułę z której dowiadujemy się o złym czarnoksiężniku, który chce zawładnąć krainą Hyrule. Przypomina to trochę historie z Ocariny Czasu. Na początku przygody, młody chłopak o imieniu Link (lub innym nadanym przez gracza)  zostaje obudzony we własnym domu przez telepatyczną wiadomość od księżniczki Zeldy, która mówi, że jest zamknięta w lochu pobliskiego zamku. Kiedy wiadomość się kończy, Link znajduje swojego wuja gotowego do walki i wychodzącego z domu. Jednak nakazuje Linkowi pozostać w łóżku. Po jego wyjściu nareszcie przejmujemy władzę nad postacią i oczywiście ignorujemy polecenie wuja. Podążamy do lochów pod zamkiem Hyrule, gdzie Link zastaje swojego wuja śmiertelnie rannego. W tym momencie całe brzemię akcji ratunkowej spada na nas. Od konającego wuja otrzymujemy miecz i przemy przed siebie ku przygodzie.
moje_nintendo_pl_ALinkToThePast1moje_nintendo_pl_ALinkToThePast2

Głównym bohaterem prawie, że już od początku gry możemy wędrować po całej krainie. Oczywiście nie wszędzie będziemy mogli wejść. Tak, więc cześć dungeonów jest niedostępna. Standardowo jak na Zelde, fabuła jest liniowa, a kolejność przechodzenia etapów gry z góry wyznaczona. To co mnie osobiście nastręczało sporo problemów to niektóre zagadki. Momentami można się zaciąć w grze, bo domyślenie się co dalej trzeba zrobić wymaga nie lada wyobraźni. Pomimo tego, akcja szybko posuwa się do przodu i nim się zorientowałem już przeszedłem dwa dungeony. A te zaś to w zasadzie kwintesencja gier z serii Zelda. I to dobrze widać na przykładzie tej Zeldy. Lochy są wymyślne, zawile, pełne pułapek, ukrytych przycisków i roją się od gadzin, które chcą nas zabić… Także trzeba czasem sporo się nachodzić żeby odnaleźć właściwą drogę.

W trakcie przygody odwiedzimy okryty mglą las, niebezpieczna pustynia… a także alternatywny świat Hyrule. Ale o tym sami się przekonajcie.

moje_nintendo_pl_ALinkToThePast3.jpg

W każdej z krain spotkamy inne wymyślne stwory z którymi przyjdzie nam skrzyżować miecze. Jednak nie będziemy ograniczeni do samej broni białej.  Link szybko poszerza swój arsenał. Początkowo zdobywa lampę, która przydaje się do oświetlania ciemnych jaskiń i lochów. Później bumerang po rzuceniu zawsze wraca, łuk ze strzałami czy bomby. Gra coraz bardziej uwypukla swój zręcznościowy charakter. Sterowanie nie sprawia trudności. Na padzie od Wii U wszystko można wygodnie rozplanować i dostosować do swoich upodobań. Pomimo, że Link porusza się tylko po lini prostej to i tak sterowanie gałką analogową jest zdecydowanie wygodniejsze niż krzyżakiem. Liczba krypt i lochów jest spora. Każdy z odwiedzanych z dungeonów bazuje na trochę innym pomyśle na jego rozplanowanie. To co wyróżnia tą grę na tle innych tytułów to wielopoziomowość projektowanych poziomów. Ich złożoność i zaplanowanie naprawdę jest godne podziwu. I mimo, że czasem są trudne do przejścia, ale dają sporo satysfakcji. I oczywiście na końcu każdego z nich znajduje się strażnik w postaci wielkiej i śmiertelnie groźnej maszkary.
Grafika jak na możliwości SNES’a stoi na wysokim poziomie, prezentuje się bardzo ładnie i miło dla oka. Nie wiem jak to wyglądało w oryginale, ale z uwagi na lepszej jakości obraz na padlecie na pewno prezentuje się ładniej. Towarzysząca naszej rozgrywce muzyka jest miła dla ucha, a fani Zeldy odnajdą wiele motywów znanych z kolejnych części serii.
moje_nintendo_pl_ALinkToThePast4.jpg
Ogólnie spodziewałem się, że gra mnie odrzuci swoim przestarzałym wyglądem i rozwiązaniami. Ale miło się zawiodłem, bo zamiast wyłączyć po 5 minutach gry, ledwo się oderwałem po kilku godzinach. Gra wciąga i jest bardzo przyjemna. Wizualnie trzyma wysoki poziom, a dzięki Virtual Console tylko zyskała. Pomimo oldschoolowej oprawy, czuć głęboko klimat Zeldy. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów serii. Gra wyszła w wersji na SNES i GBA. O różnicach miedzy nimi możemy poczytać tutaj
@ Valoo

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s